O czwartej nad ranem Hackney nie budziło się do życia. Niebo było jeszcze granatowe, choć od strony Stratford spowijała je już bladoniebieska łuna, dzień nie bił się jednak z nocą, nie toczył bezistotnej walki, słońce nie próbowało wedrzeć się na nieboskłon, apatycznie poruszając się po widnokręgu – jakby ze świadomością tego, że wczorajszego wieczora jego wschód zapowiedziano na za dopiero pięćdziesiąt trzy minuty. W Hackney Downs bezdomny marzł w półśnie, a mijająca go Marla, uprzednio wziąwszy głęboki oddech, poprawiła koc, który mężczyzna przyciskał do ławki już tylko jedną nogą, pozwalając całej reszcie opaść na ziemię. Siedemset pięćdziesiąt stóp później schyliła się i skostniałymi dłońmi zaczęła niezdarnie rozpinać paseczki obcasów po to, by za chwilę zakląć pod nosem – już któryś raz ściągnęła buty zanim otworzyła mieszkanie. Stojąc na palcach i przeskakując z nogi na nogę wygrzebała z torebki klu...
Fanfiction osadzone w fandomie Harry'ego Pottera; czasy Huncwotów. O domniemanej dorosłości w wieku dwudziestu lat, o kłamstwach i poszukiwaniu prawdy. Historia rozpoczęta lata temu, z finałem poszukującym zakończenia.
Komentarze
Prześlij komentarz