Przejdź do głównej zawartości

Autorka

Autorka
Karolina, wielbicielka słowa i alternatywnych dla rzeczywistości historii. Rocznik 1993, cały czas zastanawia się nad tym, jak to się stało, że znów zaczęła spędzać swój wolny czas nad fanfiction, które – wydawało się jej – porzuciła kilka lat temu. Wciąż posiada gadu-gadu, co jest licznym powodem żartów jej znajomych. 12989785

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Obok Marli

       O czwartej nad ranem Hackney nie budziło się do życia.        Niebo było jeszcze granatowe, choć od strony Stratford spowijała je już bladoniebieska łuna, dzień nie bił się jednak z nocą, nie toczył bezistotnej walki, słońce nie próbowało wedrzeć się na nieboskłon, apatycznie poruszając się po widnokręgu – jakby ze świadomością tego, że wczorajszego wieczora jego wschód zapowiedziano na za dopiero pięćdziesiąt trzy minuty. W Hackney Downs bezdomny marzł w półśnie, a mijająca go Marla, uprzednio wziąwszy głęboki oddech, poprawiła koc, który mężczyzna przyciskał do ławki już tylko jedną nogą, pozwalając całej reszcie opaść na ziemię.        Siedemset pięćdziesiąt stóp później schyliła się i skostniałymi dłońmi zaczęła niezdarnie rozpinać paseczki obcasów po to, by za chwilę zakląć pod nosem – już któryś raz ściągnęła buty zanim otworzyła mieszkanie. Stojąc na palcach i przeskakując z nogi na nogę wygrzebała z torebki klu...

Marla

       30 czerwca nie było hucznego końca, wyrzucania czapek do góry, radosnego śmiechu i wybiegania ze szkoły trzymając się za ręce. Siedzieliśmy na wzgórzu w Hogsmeade, w milczeniu obserwując odjeżdżający z naszymi bagażami pociąg; ja paliłam papierosy, jednego za drugim, dzieląc się z Danielem ostatnią paczką. W kieszeni poza nią miałam dwa sykle i cztery knuty, mój majątek na nowe, dorosłe życie, lepszy start, koniec wyścigu szczurów, to jednak wciąż zabawne, że są ludzie, którzy w to wierzą. Dexter i Jim otwierali przyniesione piwa, jeden z nich podał mi butelkę, ale kiedy chciałam przyłożyć szyjkę do ust, ten drugi upomniał mnie:        — Poczekaj na wszystkich!        Poczekałam więc i w ten sposób, razem, zaczęliśmy świętować naszą świetlaną przyszłość. Pijąc mugolskie piwo i paląc mugolskie papierosy, świadectwo tego, jak wielkimi czarodziejami mogliśmy się stać przez ostatnie siedem lat.       ...

Luke

     Początkowo nie poznałem Marli.      Miała na sobie szerokie spodnie trzymające się jedynie za sprawą mocno ściśniętego na biodrach paska, a ja pamiętałem ją z czasów kiedy nosiła rozkloszowane spódniczki i sukienki, dzięki którym łudząco przypominała Catherine Deneuve za swojej świetności. Dzisiaj we włosach nie miała już wpiętej wstążki, na ustach nie błąkał się cień uśmiechu, a czerwoną pomadkę musiała zostawić w domu, bo widziałem jedynie sine, spierzchnięte wargi. Ostatni raz, gdy ją spotkałem, burza kręconych loków za każdym poruszeniem głowy wpadała jej do oczu; teraz sięgały jej zaledwie do ramion, a ja mogłem patrzeć i patrzeć w jej brązowe oczy i nigdy nie wpadłbym na pomysł określić ich czekoladowymi. Były – jak cała Marla – czekoladopodobne, jak wyrób, który nie rozpuszcza się pod wpływem ciepła, a jedynie zamienia w lepką breję, bo kiedy pięć lat temu piegi dodawały jej uroku, dziś wyglądały jak żart na rudowłosej dziewczynce. Włosy Marli ...