Przejdź do głównej zawartości

Posty

Luke

     Początkowo nie poznałem Marli.      Miała na sobie szerokie spodnie trzymające się jedynie za sprawą mocno ściśniętego na biodrach paska, a ja pamiętałem ją z czasów kiedy nosiła rozkloszowane spódniczki i sukienki, dzięki którym łudząco przypominała Catherine Deneuve za swojej świetności. Dzisiaj we włosach nie miała już wpiętej wstążki, na ustach nie błąkał się cień uśmiechu, a czerwoną pomadkę musiała zostawić w domu, bo widziałem jedynie sine, spierzchnięte wargi. Ostatni raz, gdy ją spotkałem, burza kręconych loków za każdym poruszeniem głowy wpadała jej do oczu; teraz sięgały jej zaledwie do ramion, a ja mogłem patrzeć i patrzeć w jej brązowe oczy i nigdy nie wpadłbym na pomysł określić ich czekoladowymi. Były – jak cała Marla – czekoladopodobne, jak wyrób, który nie rozpuszcza się pod wpływem ciepła, a jedynie zamienia w lepką breję, bo kiedy pięć lat temu piegi dodawały jej uroku, dziś wyglądały jak żart na rudowłosej dziewczynce. Włosy Marli ...
Najnowsze posty

Obok Marli

       O czwartej nad ranem Hackney nie budziło się do życia.        Niebo było jeszcze granatowe, choć od strony Stratford spowijała je już bladoniebieska łuna, dzień nie bił się jednak z nocą, nie toczył bezistotnej walki, słońce nie próbowało wedrzeć się na nieboskłon, apatycznie poruszając się po widnokręgu – jakby ze świadomością tego, że wczorajszego wieczora jego wschód zapowiedziano na za dopiero pięćdziesiąt trzy minuty. W Hackney Downs bezdomny marzł w półśnie, a mijająca go Marla, uprzednio wziąwszy głęboki oddech, poprawiła koc, który mężczyzna przyciskał do ławki już tylko jedną nogą, pozwalając całej reszcie opaść na ziemię.        Siedemset pięćdziesiąt stóp później schyliła się i skostniałymi dłońmi zaczęła niezdarnie rozpinać paseczki obcasów po to, by za chwilę zakląć pod nosem – już któryś raz ściągnęła buty zanim otworzyła mieszkanie. Stojąc na palcach i przeskakując z nogi na nogę wygrzebała z torebki klu...

Marla

       30 czerwca nie było hucznego końca, wyrzucania czapek do góry, radosnego śmiechu i wybiegania ze szkoły trzymając się za ręce. Siedzieliśmy na wzgórzu w Hogsmeade, w milczeniu obserwując odjeżdżający z naszymi bagażami pociąg; ja paliłam papierosy, jednego za drugim, dzieląc się z Danielem ostatnią paczką. W kieszeni poza nią miałam dwa sykle i cztery knuty, mój majątek na nowe, dorosłe życie, lepszy start, koniec wyścigu szczurów, to jednak wciąż zabawne, że są ludzie, którzy w to wierzą. Dexter i Jim otwierali przyniesione piwa, jeden z nich podał mi butelkę, ale kiedy chciałam przyłożyć szyjkę do ust, ten drugi upomniał mnie:        — Poczekaj na wszystkich!        Poczekałam więc i w ten sposób, razem, zaczęliśmy świętować naszą świetlaną przyszłość. Pijąc mugolskie piwo i paląc mugolskie papierosy, świadectwo tego, jak wielkimi czarodziejami mogliśmy się stać przez ostatnie siedem lat.       ...